Strony

niedziela, 30 września 2012

Rozdział 1

-No chodź już – Jesteś pewna ,że nie muszę się przebierać ? Wyglądam tak zwyczajnie...-Jest Ok , chodź bo przegapimy najlepsze. Właśnie wyszłyśmy z mojej uczelni. Studiuję filologię angielską ,właściwie to właśnie ją  kończę. Julia cały czas marudzi , żebym powiedziała jej , gdzie idziemy. Ma dziś urodziny ,a jako najlepsza kumpela postanowiłam zrobić jej niespodziankę .Mimo tego , że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami bardzo się różnimy. Ja wysoka szatynka z długimi ,kręconymi włosami .Ona wysoka blondynka o krótkich ,ale świetnie ułożonych prostych włosach. Idziemy krętymi uliczkami ,aż zatrzymuję się przed szeregiem dużych budynków . Ściągam z szyi swoją malinową apaszkę i nie bez protestów zakładam ją na oczy solenizantki. Wchodzimy do wielkiej hali ,prowadzę ją do rzędu krzeseł znajdującego się jak najbliżej boiska i dopiero teraz pozwalam jej ściągnąć opaskę z oczu .Zapada długa cisza. Nie rozumiem , o co chodzi. Myślałam ,że się jej spodoba. Od razu posmutniałam i już zaczęłam myśleć nad jakimś planem awaryjnym.-Ale jak to ,kiedy, o boże ,uszczypnij mnie proszę .Od razu to zrobiłam.-ała za co?.-przecież sama chciałaś. -Dobra powiedz ,jak to załatwiłaś ? -Pamiętasz Olka ,tego z mojej uczelni? Pokiwała twierdząco głową .- Pomaga tutaj w obsłudze i załatwił mi wejście.-Jezu to cudownie. Myślisz ,że uda mi się ,z któryś z nich porozmawiać?O boże nie wzięłam dzisiaj mojego zeszytu o nich ...Uśmiechnęłam się tylko i wyciągnęłam z mojej torby duży zeszyt A4 w ciemnofioletowej okładce. Od razu go wzięła. Zwróciłyśmy wzrok przed siebie i zaczęłyśmy podziwiać zwinne ruchy młodych mężczyzn. To siatkarze,reprezentanci Polski. Obie jesteśmy wielkimi fankami ,same nawet gramy, co prawda nie na takim poziomie jak oni ,ale to zawsze coś. Patrzyłyśmy jak zbiegają się wokół trenera i rozchodzą na dwie strony siatki dzieląc się na drużyny. Zaczęli grać .Na żywo wyglądało to naprawdę świetnie. Tak się zapatrzyłam w ich sylwetki ,że nawet nie zauważyłam kiedy piłka zaczęła lecieć w naszą stronę ,wprost na mnie . To właśnie dlatego dostałam nią prosto w twarz .Siła uderzenia była naprawdę spora ,bo straciłam równowagę i upadłam na plastikowe krzesło. Zamrugałam kilka razy ,potarłam czoło i rozejrzałam się. Nade mną stał młody mężczyzna wkrótce rozpoznałam w nim Piotrka Nowakowskiego.-Nic ci nie jest?-zapytał -nie , jeszcze żyję,dzięki -dodałam po chwili przyjmując jego dłoń ,którą pomógł mi wstać .Na pewno?-zapytał .Pewnie wyglądałam okropnie ,dlatego miał taką zatroskaną minę.-Przepraszam nie chciałem zrobić Ci krzywdy .-Nie zrobiłeś ,naprawdę nic mi się nie stało- uśmiechnęłam się przyjaźnie.-To dobrze. To ja już będę leciał ,jeszcze raz przepraszam, cześć .I odszedł. Ale nie na długo byłam sama, zaraz po nim kolo mnie znalazła się Julia ,która złapała mnie za rękę i zaczęła gdzieś ciągnąć .Za chwilę byłyśmy w toalecie. Jula popatrzyła na mnie uważnie i zaczęła grzebać w mojej torebce .Wyciągnęła z niej puder i inne kosmetyki. Patrzyłam na to ,co robi i myślałam nad tym, po co to wszystko wyciągnęła ,przecież wyglądała nienagannie . Dopiero teraz przez mój umysł przebiegła myśl, że to może dla mnie .Szybko obróciłam się w stronę luster i myślałam ,że krzyknę na swój widok. Twarz miałam bladą jak trup ,a na czole zaczął robić mi się ogromny siniak.-Dobra uspokój się ,zaraz wszystko zatuszujemy -powiedziała moja towarzyszka i próbowała się uśmiechnąć ,ale wyszedł jej z tego jakiś okropny grymas. Na szczęście szybko poradziła sobie z doprowadzeniem mnie do porządku ,od zawsze uważałam ,że ma do tego smykałkę. Wyszłyśmy z toalety ,od razu zaczęłam iść w stronę wyjścia .Zdziwiło mnie, że nie słyszę za sobą kroków Julki ,więc odwróciłam się. To co zobaczyłam wcale mnie nie zdziwiło,można się było tego po niej spodziewać. Szła pewnym krokiem ,w stronę wychodzących z hali siatkarzy ze swoim zeszytem w ręce. Pokiwałam tylko głową i ruszyłam dalej. Postanowiłam poczekać na nią przed budynkiem. Pomyślałam ,że świeże powietrze dobrze mi zrobi. Oparłam się o barierkę przy drzwiach wejściowych,zamknęłam oczy i głośno wciągnęłam powietrze w płuca. Uwielbiałam to robić, zawsze mnie to wyciszało i sprawiało przyjemność. Mimo ,że Łódź jest typowym miastem można tutaj znaleźć wspaniałe miejsca. Szkoda ,że niedługo stąd wyjadę. Może jeszcze kiedyś wrócę. Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi ,więc myśląc ,że to Julka nadal z zamkniętymi oczami zapytałam -I co masz autografy wszystkich ,czy ktoś ci zwiał?-i wtedy otworzyłam oczy, zobaczyłam przed sobą Bartosza Kurka ,który o mało co nie udusiłby by się od powstrzymywania śmiechu.-sorry ,myślałam, że to ktoś inny -powiedziałam i uśmiechnęłam się przepraszająco . -nie ma za co .Jestem Bartek -Wiem -odpowiedziałam zanim zdążyłam się ugryźć w język -Jestem Asia.-podaliśmy sobie dłonie na przywitanie.-ej czy to nie ty dostałaś od Piotrka -zapytał -tak ,to ja miałam to szczęście .-pewnie mocno bolało?-trochę ,ale jestem przyzwyczajona,sama gram w siatkówkę ,co prawda nie tak dobrze jak wy ,ale wiem jak to jest dostać.-to super ,znaczy super, że też grasz nie ,że wiesz jak to dostać. Może potrenujesz kiedyś z nami ? Np. jutro o 11.-Naprawdę mogę ?-Myślę, że tak trener jutro wyjeżdża na parę dni zostajemy tylko z 2 trenerem ,który jest bardzo miły i myślę ,że się zgodzi.-No to zgoda mogę przyjść z koleżanką ?-A koleżanka też gra ?-Yhm – No to dobra ,ale będziecie w przeciwnych drużynach. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i pokiwałam głową na zgodę. -Sorry, ale muszę już lecieć chłopaki wysłali mnie do sklepu po małe ,słodkie co nieco.-Rozumiem -powiedziałam a po chwili dodałam -do jutra -do jutra -odpowiedział i nasze drogi się rozeszły. Patrzyłam jak odchodzi i zaczęłam zastanawiać się gdzie jest Julka, przecież powinna już wrócić .Głośno westchnęłam i weszłam z powrotem do budynku. Szłam pustym korytarzem, trochę mnie to zdziwiło. Gdzie się podziali wszyscy. Szłam dalej i rozglądałam się na boki , nawet zaglądałam do paru pomieszczeń. Zostały mi tylko dwa pokoje do sprawdzenia :pokój trenera i szatnia. Już miałam iść dalej, kiedy usłyszałam donośny śmiech mojej kumpeli. Nie, to nie możliwe pomyślałam ,pewnie mi się przesłyszało .Postawiłam 2 kroki i znowu to samo. Nie, to na pewno jej śmiech wszędzie bym go rozpoznała .Nieśmiało podeszłam do drzwi szatni i zapukałam cicho. Nikt nie otwierał nie usłyszałam też żadnego „proszę” ,więc zapukałam jeszcze raz tym razem głośniej ,bardziej zdecydowanie .Po chwili drzwi otworzyły się szeroko ,a w nich ujrzałam Michała Winiarskiego. -Cześć -powiedziałam -ja po nią -dodałam i wskazałam na roześmianą Julię siedzącą między Zbyszkiem Bartmanem, a Krzysztofem Ignaczakiem.-Julia ,masz gościa- krzyknął na całą szatnię. Wszystkie spojrzenia padły na mnie .Chyba, pierwszy raz w życiu zrobiło mi się tak głupio.-Czekałam na ciebie .Masz to co chciałaś?-zwróciłam się bezpośrednio do mojej koleżanki.-Tak mam ,nie denerwuj się. Śpieszy Ci się? -Tak -odpowiedziałam – Za pół godziny zaczyna się moja zmiana. -No tak- odpowiedziała -rzeczywiście, no cóż chłopcy będziemy musiały się pożegnać . -Cześć -krzyknęła i wyszła na korytarz, a ja zaraz za nią .-Sorry- powiedziała -zagadałam się ,nawet nie wiesz jacy oni są super ,na serio.-Dobra chodź już, bo się spóźnię. Pracowałam w sklepie odzieżowym dla młodych ludzi. Nie lubiłam tej pracy no ,ale cóż obiecałam sobie, że nie będę ciągła kasy na wszystko od rodziców jak ostatni darmozjad. Oczywiście dostaje od nich pieniądze na opłatę uczelni i wynajem mieszkania .Kiedy dotarłyśmy do sklepu przywitałam się z Zuzką- moją zmienniczką ,która strasznie się gdzieś śpieszyła ,przekazała mi najważniejsze informacje i wyszła. Stanęłam spokojnie za ladą i czekałam ,aż się ktoś pojawi. Robię tak nie, dlatego że biorę sobie do serca bardzo moje obowiązki tylko ,dlatego że Zuzka szepnęła mi na ucho ,że u siebie jest kierowniczka. To oznaczało tylko jedno, trzeba było się mieć na baczności. Na szczęście posiedziała godzinkę i poszła. Niestety ,zaraz za nią pójść musiała Julka ,której śpieszyło się ,bo umówiła się na korepetycje z matematyki. Dzięki temu, że pracuję tu dość długo ,wiem jak zabić nudę. Korzystam z tabletu,uczę się,czytam różne czasopisma itp. W końcu minęła 17 ,więc mogłam już zamykać. Trochę się martwiłam, bo zawsze po 17 przychodzi szefowa, żeby odebrać klucze .Powinna już tu być .Nigdy się nie spóźnia .Dochodziła 18 zaczęłam się już naprawdę denerwować .Próbowałam już wcześniej dzwonić ,ale nie odbierała. Ciekawe co się stało -myślałam. Może miała wypadek ,nie to nie możliwe jest doskonałym kierowcą. Chociaż każdemu zdarza się popełniać błędy. Czekałam siedząc na schodach. Robiło się coraz zimniej .Na ulicy nie było już nikogo ,ani jednego auta. Zaczęłam się uważnie przyglądać ,to chyba przez to ,że miałam niezłego stracha. Zauważyłam światła nadjeżdżającego samochodu. Schowałam się za drzewem ,sama nie wiem dlaczego. Auto przystanęło ,a za chwilę usłyszałam stukot obcasów. Wyjrzałam zza drzewa i odetchnęłam z ulgą, to tylko moja szefowa.-Przepraszam, że musiałaś tak długo czekać ,zapłacę ci za tą dodatkową godzinę. Na trasie był jakiś straszny wypadek ,chyba się domyślasz, ile trwa ponowne wznowienie ruchu. Pokiwałam głową i podałam jej kluczę .-Do widzenia powiedziałam i odeszłam w stronę mojego mieszkania. Kiedy wreszcie znalazłam się w swoim domu uspokoiłam się i zaczęłam wykonywać wszystkie codzienne czynności .Zrobiłam sobie kanapki,obejrzałam telewizor,wzięłam odprężający prysznic i poszłam spać.


ps.Przepraszam za wszystkie błędy.