-No chodź już – Jesteś pewna ,że
nie muszę się przebierać ? Wyglądam tak zwyczajnie...-Jest Ok , chodź bo przegapimy
najlepsze. Właśnie wyszłyśmy z mojej uczelni. Studiuję
filologię angielską ,właściwie to właśnie ją kończę. Julia
cały czas marudzi , żebym powiedziała jej , gdzie idziemy. Ma
dziś urodziny ,a jako najlepsza kumpela postanowiłam zrobić
jej niespodziankę .Mimo tego , że jesteśmy najlepszymi
przyjaciółkami bardzo się różnimy. Ja wysoka szatynka z długimi
,kręconymi włosami .Ona wysoka blondynka o krótkich ,ale świetnie
ułożonych prostych włosach. Idziemy krętymi uliczkami ,aż
zatrzymuję się przed szeregiem dużych budynków . Ściągam z
szyi swoją malinową apaszkę i nie bez protestów zakładam ją na
oczy solenizantki. Wchodzimy do wielkiej hali ,prowadzę ją do
rzędu krzeseł znajdującego się jak najbliżej boiska i dopiero
teraz pozwalam jej ściągnąć opaskę z oczu .Zapada długa cisza.
Nie rozumiem , o co chodzi. Myślałam ,że się jej spodoba. Od
razu posmutniałam i już zaczęłam myśleć nad jakimś planem
awaryjnym.-Ale jak to ,kiedy, o boże ,uszczypnij mnie proszę .Od
razu to zrobiłam.-ała za co?.-przecież sama chciałaś. -Dobra
powiedz ,jak to załatwiłaś ? -Pamiętasz Olka ,tego z mojej
uczelni? Pokiwała twierdząco głową .- Pomaga tutaj w obsłudze i
załatwił mi wejście.-Jezu to cudownie. Myślisz ,że uda mi się
,z któryś z nich porozmawiać?O boże nie wzięłam dzisiaj mojego
zeszytu o nich ...Uśmiechnęłam się tylko i wyciągnęłam z
mojej torby duży zeszyt A4 w ciemnofioletowej okładce. Od razu go
wzięła. Zwróciłyśmy wzrok przed siebie i zaczęłyśmy
podziwiać zwinne ruchy młodych mężczyzn. To
siatkarze,reprezentanci Polski. Obie jesteśmy wielkimi fankami
,same nawet gramy, co prawda nie na takim poziomie jak oni ,ale to
zawsze coś. Patrzyłyśmy jak zbiegają się wokół trenera i
rozchodzą na dwie strony siatki dzieląc się na drużyny. Zaczęli
grać .Na żywo wyglądało to naprawdę świetnie. Tak się
zapatrzyłam w ich sylwetki ,że nawet nie zauważyłam kiedy piłka
zaczęła lecieć w naszą stronę ,wprost na mnie . To właśnie
dlatego dostałam nią prosto w twarz .Siła uderzenia była
naprawdę spora ,bo straciłam równowagę i upadłam na plastikowe
krzesło. Zamrugałam kilka razy ,potarłam czoło i rozejrzałam
się. Nade mną stał młody mężczyzna wkrótce rozpoznałam w nim
Piotrka Nowakowskiego.-Nic ci nie jest?-zapytał -nie , jeszcze
żyję,dzięki -dodałam po chwili przyjmując jego dłoń ,którą
pomógł mi wstać .Na pewno?-zapytał .Pewnie wyglądałam okropnie
,dlatego miał taką zatroskaną minę.-Przepraszam nie chciałem
zrobić Ci krzywdy .-Nie zrobiłeś ,naprawdę nic mi się nie
stało- uśmiechnęłam się przyjaźnie.-To dobrze. To ja już będę
leciał ,jeszcze raz przepraszam, cześć .I odszedł. Ale nie na
długo byłam sama, zaraz po nim kolo mnie znalazła się Julia
,która złapała mnie za rękę i zaczęła gdzieś ciągnąć .Za
chwilę byłyśmy w toalecie. Jula popatrzyła na mnie uważnie i
zaczęła grzebać w mojej torebce .Wyciągnęła z niej puder i
inne kosmetyki. Patrzyłam na to ,co robi i myślałam nad tym, po
co to wszystko wyciągnęła ,przecież wyglądała nienagannie .
Dopiero teraz przez mój umysł przebiegła myśl, że to może dla
mnie .Szybko obróciłam się w stronę luster i myślałam ,że
krzyknę na swój widok. Twarz miałam bladą jak trup ,a na czole
zaczął robić mi się ogromny siniak.-Dobra uspokój się ,zaraz
wszystko zatuszujemy -powiedziała moja towarzyszka i próbowała
się uśmiechnąć ,ale wyszedł jej z tego jakiś okropny grymas.
Na szczęście szybko poradziła sobie z doprowadzeniem mnie do
porządku ,od zawsze uważałam ,że ma do tego smykałkę.
Wyszłyśmy z toalety ,od razu zaczęłam iść w stronę wyjścia
.Zdziwiło mnie, że nie słyszę za sobą kroków Julki ,więc
odwróciłam się. To co zobaczyłam wcale mnie nie zdziwiło,można
się było tego po niej spodziewać. Szła pewnym krokiem ,w stronę
wychodzących z hali siatkarzy ze swoim zeszytem w ręce. Pokiwałam
tylko głową i ruszyłam dalej. Postanowiłam poczekać na nią
przed budynkiem. Pomyślałam ,że świeże powietrze dobrze mi
zrobi. Oparłam się o barierkę przy drzwiach wejściowych,zamknęłam
oczy i głośno wciągnęłam powietrze w płuca. Uwielbiałam to
robić, zawsze mnie to wyciszało i sprawiało przyjemność. Mimo
,że Łódź jest typowym miastem można tutaj znaleźć wspaniałe
miejsca. Szkoda ,że niedługo stąd wyjadę. Może jeszcze kiedyś
wrócę. Usłyszałam odgłos otwieranych drzwi ,więc myśląc ,że
to Julka nadal z zamkniętymi oczami zapytałam -I co masz autografy
wszystkich ,czy ktoś ci zwiał?-i wtedy otworzyłam oczy,
zobaczyłam przed sobą Bartosza Kurka ,który o mało co nie
udusiłby by się od powstrzymywania śmiechu.-sorry ,myślałam, że
to ktoś inny -powiedziałam i uśmiechnęłam się przepraszająco
. -nie ma za co .Jestem Bartek -Wiem -odpowiedziałam zanim zdążyłam
się ugryźć w język -Jestem Asia.-podaliśmy sobie dłonie na
przywitanie.-ej czy to nie ty dostałaś od Piotrka -zapytał -tak
,to ja miałam to szczęście .-pewnie mocno bolało?-trochę ,ale
jestem przyzwyczajona,sama gram w siatkówkę ,co prawda nie tak
dobrze jak wy ,ale wiem jak to jest dostać.-to super ,znaczy super,
że też grasz nie ,że wiesz jak to dostać. Może potrenujesz
kiedyś z nami ? Np. jutro o 11.-Naprawdę mogę ?-Myślę, że tak
trener jutro wyjeżdża na parę dni zostajemy tylko z 2 trenerem
,który jest bardzo miły i myślę ,że się zgodzi.-No to zgoda
mogę przyjść z koleżanką ?-A koleżanka też gra ?-Yhm – No
to dobra ,ale będziecie w przeciwnych drużynach. Uśmiechnęłam
się od ucha do ucha i pokiwałam głową na zgodę. -Sorry, ale
muszę już lecieć chłopaki wysłali mnie do sklepu po małe
,słodkie co nieco.-Rozumiem -powiedziałam a po chwili dodałam -do
jutra -do jutra -odpowiedział i nasze drogi się rozeszły.
Patrzyłam jak odchodzi i zaczęłam zastanawiać się gdzie jest
Julka, przecież powinna już wrócić .Głośno westchnęłam i
weszłam z powrotem do budynku. Szłam pustym korytarzem, trochę
mnie to zdziwiło. Gdzie się podziali wszyscy. Szłam dalej i
rozglądałam się na boki , nawet zaglądałam do paru pomieszczeń.
Zostały mi tylko dwa pokoje do sprawdzenia :pokój trenera i
szatnia. Już miałam iść dalej, kiedy usłyszałam donośny
śmiech mojej kumpeli. Nie, to nie możliwe pomyślałam ,pewnie mi
się przesłyszało .Postawiłam 2 kroki i znowu to samo. Nie, to
na pewno jej śmiech wszędzie bym go rozpoznała .Nieśmiało
podeszłam do drzwi szatni i zapukałam cicho. Nikt nie otwierał
nie usłyszałam też żadnego „proszę” ,więc zapukałam
jeszcze raz tym razem głośniej ,bardziej zdecydowanie .Po chwili
drzwi otworzyły się szeroko ,a w nich ujrzałam Michała
Winiarskiego. -Cześć -powiedziałam -ja po nią -dodałam i
wskazałam na roześmianą Julię siedzącą między Zbyszkiem
Bartmanem, a Krzysztofem Ignaczakiem.-Julia ,masz gościa- krzyknął
na całą szatnię. Wszystkie spojrzenia padły na mnie .Chyba,
pierwszy raz w życiu zrobiło mi się tak głupio.-Czekałam na
ciebie .Masz to co chciałaś?-zwróciłam się bezpośrednio do
mojej koleżanki.-Tak mam ,nie denerwuj się. Śpieszy Ci się? -Tak
-odpowiedziałam – Za pół godziny zaczyna się moja zmiana. -No
tak- odpowiedziała -rzeczywiście, no cóż chłopcy będziemy
musiały się pożegnać . -Cześć -krzyknęła i wyszła na
korytarz, a ja zaraz za nią .-Sorry- powiedziała -zagadałam się
,nawet nie wiesz jacy oni są super ,na serio.-Dobra chodź już, bo
się spóźnię. Pracowałam w sklepie odzieżowym dla młodych
ludzi. Nie lubiłam tej pracy no ,ale cóż obiecałam sobie, że
nie będę ciągła kasy na wszystko od rodziców jak ostatni
darmozjad. Oczywiście dostaje od nich pieniądze na opłatę
uczelni i wynajem mieszkania .Kiedy dotarłyśmy do sklepu
przywitałam się z Zuzką- moją zmienniczką ,która strasznie
się gdzieś śpieszyła ,przekazała mi najważniejsze informacje i
wyszła. Stanęłam spokojnie za ladą i czekałam ,aż się ktoś
pojawi. Robię tak nie, dlatego że biorę sobie do serca bardzo
moje obowiązki tylko ,dlatego że Zuzka szepnęła mi na ucho ,że
u siebie jest kierowniczka. To oznaczało tylko jedno, trzeba było
się mieć na baczności. Na szczęście posiedziała godzinkę i
poszła. Niestety ,zaraz za nią pójść musiała Julka ,której
śpieszyło się ,bo umówiła się na korepetycje z matematyki.
Dzięki temu, że pracuję tu dość długo ,wiem jak zabić nudę.
Korzystam z tabletu,uczę się,czytam różne czasopisma itp. W
końcu minęła 17 ,więc mogłam już zamykać. Trochę się
martwiłam, bo zawsze po 17 przychodzi szefowa, żeby odebrać
klucze .Powinna już tu być .Nigdy się nie spóźnia .Dochodziła
18 zaczęłam się już naprawdę denerwować .Próbowałam już
wcześniej dzwonić ,ale nie odbierała. Ciekawe co się stało
-myślałam. Może miała wypadek ,nie to nie możliwe jest
doskonałym kierowcą. Chociaż każdemu zdarza się popełniać
błędy. Czekałam siedząc na schodach. Robiło się coraz zimniej
.Na ulicy nie było już nikogo ,ani jednego auta. Zaczęłam się
uważnie przyglądać ,to chyba przez to ,że miałam niezłego
stracha. Zauważyłam światła nadjeżdżającego samochodu.
Schowałam się za drzewem ,sama nie wiem dlaczego. Auto przystanęło
,a za chwilę usłyszałam stukot obcasów. Wyjrzałam zza drzewa i
odetchnęłam z ulgą, to tylko moja szefowa.-Przepraszam, że
musiałaś tak długo czekać ,zapłacę ci za tą dodatkową
godzinę. Na trasie był jakiś straszny wypadek ,chyba się
domyślasz, ile trwa ponowne wznowienie ruchu. Pokiwałam głową i
podałam jej kluczę .-Do widzenia powiedziałam i odeszłam w
stronę mojego mieszkania. Kiedy wreszcie znalazłam się w swoim
domu uspokoiłam się i zaczęłam wykonywać wszystkie codzienne
czynności .Zrobiłam sobie kanapki,obejrzałam telewizor,wzięłam
odprężający prysznic i poszłam spać.
ps.Przepraszam za wszystkie błędy.